Powódź z nieba. Z zakładu wypłynęło siedem trumien, akurat tyle było ofiar

Powódź z nieba. Z zakładu wypłynęło siedem trumien, akurat tyle było ofiar
Gdy Anna Ciurlej weszła do domu, zobaczyła przerażone dzieci, stojące na baczność w kuchni. Ich pokoju nie było, nie było nic. Otchłań. Wszystko zawalone. Wcześniej słyszała, że sąsiad wracając z pracy musiał zasłaniać usta, żeby normalnie oddychać, bo woda mu się dosłownie do ust wlewała. I ten hałas mieszający się z lękiem. Moja mama mówi, że rzeka wyła jak wściekłe zwierzę.

Podobne posty