„Michał dał nam wskazówkę, że może to jest nasza droga: zajmować się dziećmi, których nikt nie chce”. I tak robią


Mam momenty zwątpienia. Po choinkę mi to było? Wychodzę wtedy do osobnego pomieszczenia pokrzyczeć. Albo piszę listy i wrzucam do kominka – opowiada pani Róża, która z mężem prowadzi rodzinny dom dziecka dla dzieci z niepełnosprawnościami. – I przychodzi dziecko, i mówi: mamusiu, kocham cię. Ja też cię kocham, mówię i to daje siłę. Rozpiera nas duma, jak widzimy, jak te dzieci sobie radzą, że uchroniliśmy je przed niepewnym losem.

Podobne posty